Splot ostatnich dni wypełnił radością krwioobieg...
Po same brzegi!
Złożyłem tylne fotele samochodu,
zapakowałem rower, świeże ciuchy w
plecak
i aparat z dopiętym 35 mm.
Odzieżowy set nie zakładał
spontanicznego wyjazdu nad morze.
Na całe szczęście zawsze w zapasie
pakuję bieliznę.
Jednak powróćmy do początku.
Jest sobie czwartek. Dzień
wyczekiwany jak wigilia z cudownymi prezentami.
Jedyną różnicą był brak
kalendarzyka z czekoladkami.
Tychy - Warszawa -
Władysławowo - Warszawa - Tychy.
Poproszę raz jeszcze!
Tymczasem pędzę
spać.
Urlop urlopem jednak chcąc ściągnąć swoje
193 cm na ziemię idę
dziś do pracy.
Harmonia.
Wolność.
Dobro.
Piękno.